Dobrze czasem oderwać się od tradycji, dlatego wyjątkowo, zamiast pokazywać sylwetkę wielkiej kobiety, piszemy o człowieku który jest wprawdzie „tylko mężczyzną” , ale jednak warto o nim przeczytać, być może już za rok, dwa, o jego autograf będą walczyć nastolatki i nie tylko one....: )
Ma zadatki na wielką gwiazdę. Lubi mówić o sobie, za co dziennikarze będą go kochać. Jest całkiem przystojny, może więc liczyć na duże grono wielbicielek. Nie lubi krytyki, ale cóż, wielkość nie zawsze idzie w parze ze skromnością... Można mu to wybaczyć, jest przy tym tak miły i tak słodko się uśmiecha, że nawet jakby chciało się powiedzieć coś nie do końca po jego myśli – to po prostu nie można. Szczególnie, jeśli jest się kobietą! Ale to, co najważniejsze to głos (same możecie to ocenić) i znakomite teksty, których urok przyciąga.
Wydał już dwie płyty, chociaż materiału ma na dużo więcej. O pierwszej pisaliśmy już na Puelli, druga to płyta koncertowa, której urywków możecie posłuchać.
Jego teksty – niektóre zabawne do łez, inne – zmuszają do refleksji, mocne słowa, które robią ogromne wrażenie. Sam siebie nazywa bardem, chociaż nie jest do końca przekonany, czy już sobie na to zasłużył. Czy nim już jest? Czy w ogóle nim będzie? Jak można ocenić, że artysta staje się bardem? Kiedy przekracza się tę granicę? Trudno go już teraz stawiać w jednym rzędzie z Okudżawą, Wysockim, Kaczmarskim, ale być może za kilka lat takie porównanie nie będzie nikogo dziwić. Sam lubi Wysockiego i twierdzi, że dzięki niemu zaczął tworzyć. Ma ogromną kolekcję płyt tego artysty, zna lwią część ogromnego repertuaru Wysockiego, a od czasu do czasu śpiewa na koncertach jego piosenki. Jeszcze nie był w Moskwie, ale to przecież kwestia czasu... Lubi mówic o Wołodii, wie, które płyty warto kupić, gdzie można je dostać. Woli jednak śpiewać swój program, bo chociaż, jak sam twierdzi „melodie są jeszcze dość kiepskie”, to są to jego piosenki, jego myśli, które najlepiej potrafi przekazać.
Pierwszy raz wyszedł na ulicę z panem Witkiem... a potem już ruszyło. Koncertuje głównie w sopockich knajpach, można go spotkać w PubKinie, Wagonie... Pisze już od trzech lat. Zaczynał, jak sam mówi od „piosenek niszowych” – np. o stoczniowcach, zrozumiałych głównie dla ludzi z Trójmiasta. Później zaczął pisać „dla ogółu” – o WTC, Kursku. Chyba jednak bardziej przywiązany jest do tych ironicznie oceniających rzeczywistość – woli o nich mówić i takich jest więcej w jego repertuarze
O miłości pisze mało, a jeśli już, to w dość niekonwencjonalny sposób podchodzi do tematu. Woli pisać o manowcach miłości, niż pisać pochlebne pieśni na jej temat. Ale kto wie, może to się kiedyś zmieni?
Jedną z jego ciekawszych piosenek to „Pokemony”, która miała być początkowo zupełnie inna. Miał być tekst o ludziach, których poznał w Szczecinowie. Byli fajnymi, sympatycznymi ludźmi, którzy pewnego dnia poprosili, żeby coś o nich napisał. Tak powstał kawałek o Szczecinowie, a o samych Pokemonach nie mógł już pisać niczego dobrego, kiedy okazało się, że wszyscy kojarzą je bardzo źle. Wyszła piosenka o specyficznym rodzaju turystów przyjeżdżających do sopockiego kurortu... Chociaż sam przyznaje, że wyszedł tekst mówiący głównie o „łysych”
Jego problemem jest wciąż muzyka, która jest zbyt monotonna.. Stara się zmieniać melodie, pisać bardziej zróżnicowaną muzykę i chociaż wychodzi mu to o wiele gorzej niż pisanie tekstów, to jest już coraz lepiej.
Lubi pisać, robi to całkiem nieźle i jak sam twierdzi – jest zadowolony z tego, co do tej pory udało mu się dokonać. Ma wiernych fanów, a ich liczna ciągle rośnie. Znają go już nie tylko w Sopocie, koncertował już w wielu innych miastach, Koszalinie, Lublinie. Urodził się w Gdyni, a kiedy? To nie ma znaczenia, wygląda jeszcze całkiem młodo: ) Kiedyś niedoceniany, teraz pokaże światu co potrafi. Przeszłość nie jest ważna, liczy się to, co jest teraz i to, co będzie, a o tym, że będzie tylko lepiej jesteśmy przekonani...
