14 paranoidalnych kawałków Bartka Kalinowskiego - SCHIZO
Sopocka gwiazda, która być może zabłyśnie także na scenie ogólnopolskiej. Kto wie, czy za kilka lat jego piosenki nie będą królować na listach przebojów? Schizol (a może Schizo?), czyli Bartek Kalinowski, bo o nim mowa, to facet, który ma wielki talent i niesamowity dar przyciągania ludzi. Już teraz ma grupkę stałych fanek, które starają się być na każdym jego koncercie, ale zagorzałych fanów płci brzydkiej także mu nie brakuje. Jego piosenki są różne. Zabawne aż do łez, ale i chwytające za serce. Jego "14 paranoicznych kawałków" to przede wszystkim wspaniałe teksty. Niestety, muzyce można by trochę zarzucić. Melodyjnie kawałki niewiele się różnią od siebie. Można także przyczepić się do dykcji Bartka, jednak ogólne wrażenie po przesłuchaniu płyty jest naprawdę dobre. Zresztą jego głos brzmi świetnie - może się kojarzyć z Wysockim, albo Kaczmarskim. Bartek jest przede wszystkim poetą i to daje się odczuć w jego piosenkach. Śpiewa o pokemonach, które atakują z każdej strony (ten kawałek można usłyszeć na starówce warszawskiej w wykonaniu pana Witka - gościa z Atlantydy), o tym, że wszyscy prawdziwi poeci już odeszli (kto wie, może Bartek to zmieni?), jedną ze swoich piosenek poświęcił Adamowi Małyszowi. Nie brakuje tematów miłosnych. Moim faworytem jest "Spływ Monciakiem" świetny kawałek o "spływie" po sopockich knajpach - niestety ta piosenka raczej nie będzie zrozumiała dla ludzi spoza Sopotu. "Jestem schizolem jestem opetany, człowiek sterowany, włączone ekrany" - czy nie tak czuje się czasem każda z nas? Jeśli uda wam się być w Sopocie, podczas "spływu monciakiem" zapytajcie się w jakiejś knajpie (najlepiej w Vagonie) o Schizola, być może traficie na jego koncert, albo uda się wam dostać jego płytę? Przyjemnie oderwać się od papki, którą jesteśmy karmione. Bartek rozśmieszy i wzruszy - do głębi i do łez.
